Trzeba robić wszystko, żeby zatrzymać młodych ludzi na Podkarpaciu

Strefa Biznesu, listopad-grudzień 2016. Rozmawiali: Katarzyna Mularz i Marcin Wojtoń

O tym, jak z licealnej pasji do technologii i braterskiej współpracy powstała jedna z największych i najnowocześniejszych firm z branży IT w regionie, opowiada Marcin Wojtoń, dyrektor ds. Obsługi Klienta, Ideo sp. z o.o.

Pod koniec lat 90. w Polsce internet fascynował tylko garść entuzjastów. Internauci kontaktowali się za pomocą IRC lub ICQ, skwapliwie przestrzegali etykiety, a z siecią łączyli się na krótko, bo każdy impuls słono kosztował. W tym czasie Ziemowit Michno - zafascynowany nową technologią, uczeń I LO w Rzeszowie - zajmował się już tworzeniem prostych stron internetowych. W 1999r. jego brat Arkadiusz zaproponował założenie wspólnej firmy. Wystartowali w mieszkaniu, potem był garaż u teścia, a dziś ta jedna z szybciej rozwijających się firm z branży IT, ma w Rzeszowie własny biurowiec i obsługuje klientów z całego świata.


W przyszłym roku firmie stuknie osiemnastka. Pełnoletność to wiek, w którym życie dopiero się zaczyna!
 

Rzeczywiście, choć do tej pory nie myśleliśmy w ten sposób. Może trzeba będzie z tej okazji przygotować jakąś imprezę?


Jak to się mówi? Zaczęliście robić internet, zanim to było modne?
 

Zaczeliśmy od tworzenia prostych stron w czasach, w których posiadanie własnej witryny traktowano naprawdę jako mega eksperyment. Ziemowit był grafikiem i web developerem, a Arkadiusz, świeżo po studiach, zajął się sprzedażą. Popyt nie był duży, ale i podaż niewielka, bo niewiele spośród istniejących wtedy firm, zajmowało się technologiami internetowymi. Co ciekawe, niektóre z naszych ówczesnych realizacji ciągle funkcjonują online.


Internet software house - tak siebie określacie. Co to znaczy?
 

Jesteśmy producentem oprogramowania, w którym wykorzystujemy głównie technologie internetowe i możliwości z nich wynikające. Klientów w zasadzie możemy liczyć już w tysiącach; głównie są to średnie i duże firmy oraz korporacje. Skupiamy się na dużych projektach, w których znaczną rolę odgrywa bezpieczeństwo, skalowalność, wydajność. Specjalizujemy się w realizacjach, które niejednokrotnie mają pół miliona czy nawet milion unikalnych użytkowników. Nie oznacza to jednak, że nie współpracujemy także z mniejszymi podmiotami.


Portfolio macie imponujące...
 

To prawda. Pracowaliśmy m.in. dla Santander Consumer Bank, Wirtualnej Polski, Prezydent.pl, LG Electronics, czy E. Wedel. Od 12 lat naszym klientem jest np. producent farb Śnieżka, któremu cały czas rozwijamy system pomagający w zarządzaniu firmą i optymalizacji kosztów.


Podczas tworzenia kolejnych projektów ściśle współpracujecie z klientami na każdym etapie. Czy to gwarantuje pełne zadowolenie z efektów?
 

W zasadzie tak, chociaż zawsze jest “ten jeden procent”...


Procent, który jest niezadowolony, ponieważ...?
 

Są trzy typy klientów: tacy, którzy wiedzą, czego chcą, tacy którzy zdają się na nas jako ekspertów, i trzecia grupa, która najpierw polega na nas, a potem i tak wie lepiej. Czasami jest tak, że ustępujemy, mimo iż wiemy, że to krok w złą stronę.  Nie zawsze powiedzenie “nasz klient, nasz pan” się sprawdza. Znacznie ważniejsze dla biznesu jest obustronne zaufanie i opieranie się na wiedzy i doświadczeniu.


Jaką firmą jest Ideo?
 

Pierwsza myśl to chyba to, że jest firmą rodzinną. Wspólnikami są bracia; pracowało i pracuje u nas sporo rodzeństw. Jest też kilka małżeństw, które zawarto już w trakcie pracy u nas. Większość osób to ludzie, którzy przyszli, bo któryś z pracowników im nas polecił.

Na co dzień pracujemy w zespołach, dlatego nie możemy pozwolić sobie na to, żeby każdy pracował zupełnie elastycznie. Standardowo jest więc to czas pracy między godziną 8 a 16. Jednak w gruncie rzeczy wszystko jest do dogadania - nasi pracownicy łączą pracę ze studiami dziennymi czy opieką nad małymi dziećmi, nie mamy też nic przeciwko pracy zdalnej. Chcemy tworzyć taką firmę, żeby ludzie chcieli w niej pracować, stworzyć takie warunki, żeby nie uciekali do Krakowa czy Warszawy i pozyskiwać więcej klientów by móc coraz lepiej płacić. Bardzo liczy się też dla nas tzw. work-life balance, czyli zachowanie równowagi między pracą a życiem prywatnym.


W takim razie, nie możecie chyba narzekać na brak chętnych rąk do pracy?
 

Niestety dość mocno odczuwamy niż demograficzny i to jest bolączka większości rozwijających się firm, nie tylko w naszej branży. Możemy snuć wizje o tym, że będziemy najlepsi na świecie, ale co z tego jeżeli brakuje ludzi do pracy? To jest zadanie m.in. dla władzy, żeby odczarować szkolnictwo zawodowo-techniczne i przywrócić mu rangę. Wszyscy marzą, że kiedyś znajdziemy się w „podkarpackiej krainie płynącej IT”, ale bez szerokich kadr i pasjonatów to się nie uda.


Wydaje mi się, że wszyscy już mamy tę świadomość, ale skoro szacuje się, że w branży brakuje około 30 tys. pracowników, ten trend szybko się nie odwróci. Trzeba przeczekać?
 

I zawiesić działalność? Oczywiście nie jest też tak, że nie ma chętnych do pracy. Chętnych jest wielu, ale są to często osoby, którym wydaje się że wiedzą więcej niż okazuje się już na pierwszej rozmowie. Teraz z racji tego, że coraz więcej zleceń mamy z zagranicy, chcemy zatrudniać ludzi, którzy mają już pewien zasób wiedzy - do podedukowania, ale z solidnymi podstawami. Plusy są takie, że nowi pracownicy coraz lepiej znają angielski, ale z drugiej strony znalezienie w Rzeszowie programisty z językiem niemieckim to już duże wyzwanie. Dobre pół roku szukaliśmy też człowieka znającego norweski.


Jak przebiega rekrutacja w Ideo? Jest test, rozmowa?
 

Najpierw rozmowa, a potem ewentualnie sprawdzian umiejętności. Nie chcemy uzależniać zatrudnienia wyłącznie od aktualnie posiadanej przez kogoś wiedzy czy doświadczenia. Może okazać się, że chęć rozwoju i nauki jest u takiej osoby tak duża, że szybko przeskoczy starych wyjadaczy. Podczas rozmowy bardziej więc zwracamy uwagę na potencjał niż zawartość CV. Zwłaszcza że przy naszym - opartym na zespołach - stylu pracy ważne jest, żeby z człowiekiem dobrze się współpracowało. Wiele jesteśmy w stanie go nauczyć, ale jeśli nie potrafi pracować w grupie i nie dogaduje się z ludźmi, to będzie ciężko.


Trochę jest więc tak, że wychowujecie sobie przyszłych pracowników?
 

Nawet dosłownie tak jest. Rozpoczęliśmy współpracę z sąsiadującym z nami Gimnazjum nr 10, w którym powstała klasa pod naszym patronatem, podobnie jest w Zespole Szkół Energetycznych w Rzeszowie. Na WSIiZ z kolei współorganizujemy nowy, ciekawy projekt pn. Webakademia.IT. Jest to siedmiomiesięczny kurs, po ukończeniu którego będzie można starać się o pracę jako junior web developer. Idea jest taka, żeby studenci i absolwenci, którzy nie widzą możliwości rozwoju w kierunku w jakim się kształcili, mogli się przebranżowić. Zajęcia prowadzone będą przez praktyków, a po zakończeniu zaproponujemy uczestnikom staże w firmach wspierających projekt. Rekrutacja trwa do końca listopada.


W biurowcu przy ul. Nad Przyrwą swoją siedzibę ma Ideo, mieści się tu także Ideo Force. To spółka-córka?
 

Dokładnie tak. Ideo Force specjalizuje się w marketingu internetowym, pozycjonowaniu, Google AdWords, optymalizacji konwersji w sklepach internetowych itp. Jej siedzibą jest Warszawa i tam znajduje się obsługia klienta, natomiast właściwą pracę wykonujemy tu, w Rzeszowie.


To po co ta Warszawa?
 

Z bardzo pragmatycznego powodu: wielu klientów korporacyjnych woli być obsługiwanych przez lokalne,  warszawskie firmy.


Wydaje się jednak, że Rzeszów to całkiem dobre miejsce na to, żeby rozwijać swoją karierę w IT. Jeszcze 10 lat temu nie było to takie oczywiste. Mieliśmy szczęście?
 

Na pewno nie jest to dzieło przypadku. Politechnika Rzeszowska kształci na kierunku informatyka już od wielu lat. Na tej bazie powstawały pierwsze firmy, pracowali ojcowie dzieciaków, które dzisiaj tworzą już kolejne pokolenie w branży. Swój duży wkład miała też Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania. W ten sposób ta kulka śnieżna powoli zaczęła się rozkręcać. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż musimy tutaj walczyć ze stereotypami i źle rozumianą skromnością. Może to po części powód, dla którego my tak późno weszliśmy na rynki zagraniczne. Przez pewien czas myśleliśmy, że może nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Nie jestem zwolennikiem wielkich słów, ale jeśli każda z istniejących tu firm IT będzie mieć pasję i chęć ciągłego rozwoju, to mamy duże szanse, żeby być poważnym, wiodącym ośrodkiem IT na mapie kraju.


Idąc tutaj minęłam sznur samochodów na rejestracjach z całego regionu. Wielu pracowników dojeżdża?
 

Tylko niektórzy. Kiedyś mieliśmy grupę dojeżdżających krośnian, ale pewnego dnia powiedzieli, że albo rzucą tę robotę, albo znajdziemy im zajęcie w ich mieście. No więc znaleźliśmy - otworzyliśmy tam oddział, w którym pracuje obecnie ośmiu programistów i już szukamy tam kolejnych osób. A rejestracje to dowód na to, że wiele studiujących w Rzeszowie osób chce tu zostać na stałe. Niestety, to wciąż za mało.


Sporo aut ma strzyżowskie numery. Może tam też oddział by się przydał?
 

(śmiech) Nie mamy takich planów. Na razie rozwijamy naszą norweską filię, ciężko pracujemy też w Niemczech.


Wspieracie startupy?
 

Też. W niektóre po prostu inwestujemy, inne wspieramy wiedzą i doświadczeniem, a jeszcze innym oferujemy nasze usługi na preferencyjnych warunkach.  Ale jak to w biznesie bywa - coś się udaje, a coś nie.


A kogo wspieracie?
 

O większości nie mogę powiedzieć, ale staramy się mocno angażować w to, co dzieje się wokół nas i naszej branży. Oczywiście pamiętamy gdzie mamy siedzibę i wspieramy także działalność lokalną. Najlepszy przykład? Płacimy podatki w Rzeszowie! A mówiąc całkiem serio: angażujemy się w rozwój klastra IT, którego jesteśmy jednym ze współzałożycieli. Wspieramy edukację, tworzymy nowe miejsca pracy, a obsługując klientów praktycznie z całego świata, pokazujemy, że podkarpacie daje radę. Ściągamy do Rzeszowa pracowników spoza regionu, także z Ukrainy, chętnie dzielimy się swoją wiedzą i doświadczeniem na konferencjach branżowych i w prasie.


Na koniec: jedna rada dla startupów...
 

Chętnie doradzamy nowym biznesom – niezależnie od tego, czy każą na siebie mówić start-up, czy nie. Najważniejsza rada, jaką możemy im dać, to taka, by brali swój biznes na poważnie i dążyli do jak najszybszego zweryfikowania potencjału komercjalizacji ich pomysłu. Powinni także pamiętać, że trzeba ciężko pracować, nieraz 18 godzin na dobę. Bez tego wypracowanie powtarzalnej sprzedaży jest po prostu mało realne.


Rozmawiali


Marcin Wojtoń, Dyrektor ds. Obsługi Klienta w Ideo Sp. z o.o.
Katarzyna Mularz, wydawca portalu Nowiny24.pl, NaszeMiasto.pl, dziennikarz GC Nowiny

Strefa Biznesu, listopad-grudzień 2016

Co możemy dla Ciebie zrobić?

×

Klienci o nas